sobota, 24 czerwca 2017

Nowe posty


Hermiona klapnęła na krzesło, założyła jedną nogę na drugą i spojrzała przez okno. Na chwilę utkwiła wzrok w ludziach przechadzających się po Pokątnej. Jej uwagę przykuła jakaś dziwna postać, zapewne to kobieta. Miała na głowie kaptur, a spod niej wystawały jasne blond loki. Oprócz tego trzymała coś na rękach. Rozglądała się nerwowo. Była teraz na ulicy sama (no może oprócz jakiegoś czarodzieja, który był ewidentnie w stanie upojenia alkoholowego i zasnął na ławce). Zaczęła biec, nie mogła zbyt szybko, ponieważ bała się upuścić coś, co trzymała na rękach. Nagle ktoś pojawił się przed nią. Hermiona nie miała wątpliwości, że to Śmierciożerca. W końcu w czasach, w których znajduje się szatynka, Lord Voldemort zaczynał już zbierać swoich sług. Kobieta zaczęła krzyczeć, upadła na podłogę, upuszczając zawiniątko. Po ulicy Pokątnej rozniósł się płacz dziecka. 
Hermiona nie zastanawiała się, czy ma pomóc kobiecie. Wybiegła szybko ze sklepu, wyciągając różdżkę. 
– Drętwota! – krzyknęła, powalając zaklęciem Śmierciożercę.

czwartek, 22 czerwca 2017

Fan Fiction/Potterowskie: Czasy Harry'ego Pottera


Fan Fiction/Potterowskie: Czasy Harry'ego Pottera
Śmierciożercy napadają na dom Hermiony Granger i zabijają jej rodziców.
Rozgoryczona i wściekła dziewczyna, decyduje się wstąpić do Zakonu Feniksa, by pomścić bliskich.
Ku jej niedowierzaniu w odkryciu mrocznych sekretów, zamiatanych pod hogwarckie dywany pomaga jej znienawidzony Mistrz Eliksirów.

Autor: Vlee

niedziela, 18 czerwca 2017

Nowe posty

Aktualizacja: 12:54 20-06-2017


– Rose – zaczęła z wahaniem – co tam wrzuciłaś? – spytała, z nutką paniki w głosie, gdy eliksir zaczął bulgotać.
– Hmm? – mruknęła Rose. – Och… nie mam pojęcia. – Uśmiechnęła się diabolicznie.
– Rose… – Mel spojrzała na nią groźnie.
– Co?
– Zrobiłaś to specjalnie.
– Co zrobiłam?
– Wrzuciłaś tę rzecz. – Wskazała na eliksir, który w tym momencie bulgotał już dość agresywnie.
Rose z ciekawością zerknęła na kociołek.
– Ależ skąd. Właściwie to nie mam bladego pojęcia co tam wrzuciłam.
– Rose. Co. Ty. Zrobiłaś? – warknęła Melody.
– MELODY! – wykrzyknęła nagle Rose, tak aby cała klasa słyszała. – NIE MOGĘ UWIERZYC, ŻE TO ZROBIŁAŚ! – kontynuowała, z odpowiednią nutą melodramatyzmu. Melody rozejrzała się niepewnie, zaskoczona nagłym wybuchem.
– Ale co… Przecież ja nie...
– Profesor Malfoy wyjaśnił przecież dokładnie, żeby nie dodawać pancerza chropianka zanim zamiesza się eliksir siedmiokrotnie! – Jej brwi były wysoko uniesione w teatralnym oburzeniu.

~*~


— Wystarczy! — Mężczyzna siedzący u szczytu stołu podskoczył z wrażenia. — Dosyć, bo padnę tu na zawał serca i osierocę swoją krnąbrną córkę.
— Ale to kulminacyjny moment — wymamrotał Nicholas. — Teraz wszystko miało się rozwiązać.
Król przesunął palcem po ramieniu, energicznie potrząsając głową.
— Młodzieńcze, pora na przerwę. Nigdy w życiu nie miałem takiej gęsiej skórki. Zapytałbym, skąd znasz tyle mrożących krew w żyłach historii, ale strach się bać.
Nick już otwierał usta, aby udzielić odpowiedzi, ale wtem jego uwagę zwrócił odgłos zbliżających się kroków. Mężczyźni odwrócili się w stronę wejścia, by ujrzeć nadchodzącą księżniczkę i Łowców.
— Och, są i inni goście! — Król szeroko rozłożył ramiona w powitalnym geście. — Zapraszamy!
Gideon zasiadł do stołu, z ciekawością przyglądając się świecom. Fay i Nomia podążyli za jego przykładem.
— Co tu się dzieje? — spytała dziewczyna.

~*~


„– Cześć. – Mężczyzna uśmiechnął się niepewnie i rozejrzał się po sklepie. – Dan jest z tobą?
– N...nie. Jestem sama... Yyy... to znaczy z siostrą. – W głosie Dalii zdecydowanie pobrzmiewało zdenerwowanie, czym wywołała u mnie zaciekawienie. Nie zdążyłam się jednak nad tym dłużej zastanowić, bo odsunęła się i wskazała na mnie ręką, po czym na niego. – Blanka, Jared.
– Hej. – Wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja jak oczarowana podałam mu swoją, za co obdarzył mnie uśmiechem, który rozmiękczał kolana.
– To jest brat Dana. – Usłyszałam obok siebie.
– Wiem – odparowałam, nim zdążyłam ugryźć się w język.
– Skąd?
– Są podobni. – Wzruszyłam ramionami, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.”

~*~


Hermiona przez pierwsze pół godziny uważnie obserwowała, co robią uczniowie. Jedni radzili sobie lepiej, drudzy gorzej. Z pewnością do tych pierwszych należeli Ślizgoni. Mieli do tego smykałkę. Hermiona postanowiła przejść się pomiędzy stanowiskami i pomóc trochę co niektórym. 
– Musicie to zmiażdżyć, chłopaki – powiedziała do Jamesa i Syriusza, którzy męczyli się z fasolą z korzenia waleriany. 
Łapa klepnął się w czoło, po czym Hermiona się uśmiechnęła – lekko ją to rozbawiło.
– No przecież, pani profesor. My wiedzieliśmy. – Syriusz zgniótł fasolę. 
– Nie wątpię. – Pokiwała głową Gryfonka. 
Hermiona przechadzała się dalej, następie znajdowało się stanowisko Remusa i Petera. Im szło w porządku. Pomimo że Lupin nie miał „odpowiedniej” receptury, szło mu dobrze. Widziała, że wszystkim zajmuje się Remus, a Peter tylko robi dobre wrażenie, lecz po prostu przeszła dalej. Kolejni byli jacyś Ślizgoni. Obejrzała się jeszcze za siebie, ponieważ usłyszała dźwięk bulgotania któregoś z eliksirów. To nie był dobry znak!
– Merlinie, nie… – Nie zdążyła dokończyć, bo po klasie rozniósł się huk. – Cholera. Kto postanowił zostawić kociołek?

piątek, 16 czerwca 2017

Psychologiczne | Romans | Dramat


Psychologiczne | Romans | Dramat
Delikatna, słodka, moja. Od zawsze byłaś jak relikt, który spoczywał w moich objęciach, stając się nietykalnym dla obcych rąk. Uwielbiałem dotykać Twoją gorącą skórę i wchłaniać jej zapach. Zawsze marzyłem jedynie o tym, by skosztować Twoich słodkich ust. Za długo zwlekałem. Wyrwano mi Cię z rąk, bo niczego nie potrafiłem docenić. Muszę na nowo Cię odnaleźć, nie wiedząc o tym, jakie piekło sprowadzi na nas przeszłość.

Autor: Akai Tsuki

Blog grupowy


Blog grupowy 
OPIS: DEPESZA
OD: "DĄBROWSKI"
DO: R34
PUNKT NADAWCZY "WANDA 18".

Uśpiony agent narobił sporego hałasu i lada dzień mogą nas zdekonspirować Niemcy. Było już kilka kotłów, twój partner wpadł. Nowy lokal kontaktowy - Jasna 18, mieszkanie doktorowej Wolskiej. Jesteś naszą ostatnią możliwością. Spal tę depeszę zaraz po przeczytaniu.
Mamy zdrajcę. Musisz porozmawiać z pewnymi osobami, powęszyć i odkryć, kim jest. Nie wahaj się zabić.
Liczę na ciebie.
"DĄBROWSKI"

Autorzy: Minami Lady, Oxena (jako administratorki)



wtorek, 13 czerwca 2017

Fan Fiction/Harry Potter/Jamione

Liczba blogów: 1


Fan Fiction/Harry Potter/Jamione | Romans
Dawno temu został złożony pakt przez część rodów czystokrwistych czarodziei. Pewność, że ciągłość rodu będzie kontynuowana. James Potter należy do niewielu osób, które wiedzą o pakcie, z racji tego, że jego przodkowie przypieczętowali pakt wraz z kilkoma innymi rodzinami. Z uwagi na ten pakt dostaje niepodważalny dowód na to, że zostanie ojcem. Kim jest jednak Hermiona Granger i jakim cudem nosi jego dziecko?

Autor: Izabela

Nowe posty

Aktualizacja: 19:47 14-06-2017


Nieczęsto widujemy zwierzęta, które szczycą się altruizmem czy odwagą, ale istnieją niezbite dowody, które udowadniają to, że potrafią zachować się tak jak ludzie (albo to ludzie zachowują się jak one?).

~*~


„A on po prostu stał kilka kroków od niej i nie ośmielił się podejść bliżej. W jego czarnych oczach dostrzegała smutek tak rozległy, że aż ścisnęło jej serce. I właśnie to przeważyło, bo nim zdążyła podjąć świadomą decyzję, dała się ponieść impulsowi. Pospiesznie przemierzyła dzielącą ich odległość i mocno się w niego wtuliła. Dopiero gdy objął ją silnymi ramionami, po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Pozwoliła, żeby wszystkie emocje opuściły jej ciało. Nie miało znaczenia czym jest Lucio. Czuła się przy nim bezpieczna, a gdy delikatnie gładził ją po plecach, całował po włosach, dzielił się swoją miłością, zaczęła się uspokajać.”

sobota, 3 czerwca 2017

Nowe posty


– Z Danielem Dufrage – mruknęła bez entuzjazmu.
– Z tym ciapowatym Krukonem? – Draco się skrzywił. – Jak żyję nie spotkałem większego lizusa. „Profesorze Malfoy, może przyniosę ingrediencje ze schowka?”; „Profesorze Malfoy, pomóc panu to nieść?”; „Profesorze Malfoy, z radością posprzątam biurka po zajęciach!” – powiedział, naśladując prześmiewczo francuski akcent Daniela. – Czy naprawdę nie miała pani lepszych opcji?
– Niech pan nie przesadza – warknęła Rose. – Przecież zgodziłam się tylko iść z nim na bal, a nie zostać jego żoną.
– Mam nadzieję, bo biedny chłopak szybko by zwariował – stwierdził Draco. – Pani, panno Weasley, potrzebuje chłopca o ciętym języku i cierpliwości ze stali, żeby mógł stawić czoło tej nieustającej lawinie złośliwości. – Zamilkł na moment, po czym dodał, z jakiegoś powodu: – Myślałem, że wybierze się pani na bal z moim synem.
Rose była tak zaskoczona, że podskoczyła gwałtownie na fotelu, a następnie z niego spadła.
– Dlaczego? – sapnęła, gramoląc się z powrotem. – Co to za niedorzeczny pomysł, panie profesorze?! Czyżby znowu nawdychał się pan jakiegoś eliksiru?! – wykrzyknęła oskarżycielsko.
– Po pierwsze, już pani mówiłem, że ten ostatni raz nie zrobiłem tego celowo! – przypomniał jej, rumieniąc się lekko. – A po drugie, czy to nie pani zaledwie dwa tygodnie temu zrobiła wokół siebie zamieszanie, wykrzykując do Scorpiusa, że jest ładny na mojej lekcji?
– To był wypadek! – wykrzyknęła, czerwieniąc się jak piwonia i zrywając się z fotela. – A poza tym, nie muszę się panu z niczego tłumaczyć, zwłaszcza, jeśli ma pan zamiar wyciągać tak pochopne wnioski – warknęła.
– Och, świetnie, teraz pani sobie pokrzyczy głupoty i wpadnie w dziki szał – powiedział Draco, przewracając oczami. – Jaki ojciec, taka córka.
Rose prychnęła gniewnie i skierowała się do wyjścia.
– Proszę zabrać swój koc! Korytarze są zimne! – warknął za nią gniewnie Draco i przylewitował jej fioletowy kocyk, który zostawiła na fotelu.

~*~


„Weszłam do mieszkania z przerzuconą torbą przez ramię i szerokim uśmiechem na ustach. Dzień był słoneczny, zajęcia w szkole minęły zaskakująco szybko i miałam wyśmienity humor.
– Cześć mamuś! – krzyknęłam, zostawiając torbę z książkami w korytarzu i upinając włosy w bezkształtnego koka na czubku głowy, ruszyłam w stronę pokoju, który służył za miejsce spotkań wszelakich. – Może jak wróci Di, to pójdziemy na lody?!
Gdy tylko przekroczyłam próg, zamarłam.
– Mamuś? – wyszeptałam drżącym głosem. – Mamuś, co się dzieje?
Nic nie odpowiedziała. Stała pośrodku pokoju z nożem przyciśniętym do gardła, a po jej policzkach spływały łzy. W jej oczach widziałam ból, przerażenie i niemą prośbę o przebaczenie. Dłoń drżała jej nieznacznie, a ostrze wbijało się w skórę, pozostawiając krwawy ślad.”

czwartek, 1 czerwca 2017

Fan Fiction/Naruto

Liczba blogów: 1


Fan Fiction/Naruto 
Młoda dziewczyna powoli wkracza do świata ninja. Po ukończeniu akademii zostaje przydzielona do drużyny z dwoma chłopakami - ciepły i żartobliwy Naruto oraz zimny i poważny Sasuke. Czeka na nią mnóstwo misji, treningów, a także walk z ninja innych wiosek. Jak będzie wyglądać jej przygoda w tym nowym dla niej, świecie?

Autor: Kippller

sobota, 27 maja 2017

Nowe posty

Aktualizacja: 22:12 01-06-2017


Już w karetce ustalono, że życie chłopaka wisi na włosku, a operacja może okazać się niezbędna. Gdy straciliśmy przytomność, upadł feralnie głową na krawężnik. Nie zauważyłam wcześniej rany na głowie. Zresztą nigdy nie był to powód do panikowania, takie urazy należało jedynie załatać i pozwolić się im wygoić. Gdy moc Mroku nas opuściła – co musiałam w końcu przyznać – staliśmy się tacy jak ludzie. Uczyliśmy się o ich słabościach, długiej regeneracji, ograniczonych możliwościach fizycznych. Teraz byliśmy tacy jak oni.

~*~


„[…] – Ali… Alyssa, do cholery! – zaoponowała Mary, ale dziewczyna nawet nie drgnęła, wciąż pewnie trzymając Nadię za gardło. Jej oczy błyszczały dziko, bardziej jak u bestii a nie kogoś, kto w choć niewielkim stopniu mógłby przypominać zagubioną, nieświadomą sytuacji studentkę.
Chociaż to wydawało się niemożliwe, Nadia jakimś cudem zdołała się uśmiechnąć. Nie próbowała walczyć, wątpiła zresztą, by to przyniosło jakikolwiek skutek.
– No i co teraz? – wykrztusiła z trudem, aż nazbyt świadoma uścisku, który dosłownie miażdżył jej krtań. Chociaż ledwo rozumiała własne słowa, czuła, że dziewczyna była w stanie ją usłyszeć. – Zabijesz mnie, tak jak twój ojciec wymordował moją rodzinę…?
Alyssa zamarła.”


~*~


„[…] Kiedy zapanowała nad sobą na tyle, by móc się rozejrzeć, znów dostrzegła plamę czerni, dokładnie taką samą jak ta, która pochłonęła Marco, nim jednak zdążyła się nad tym zastanowić, wszystko potoczyło się bardzo szybko.
– Jestem tutaj – zapewnił ją pośpiesznie wampir. Słyszała jego głos wyraźnie, tak jak i widziała wyciągniętą ku niej dłoń, chociaż ta już przynajmniej nie próbowała jej dotykać. Cóż, do czasu. – Nie bój się, Eveline. Po prostu chodź…
– Niedoczekanie twoje, jeśli sądzisz, że ja… – zaczęła, ale i tym razem nie miała okazji, żeby chociaż spróbować dokończyć.
Ciepłe palce bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zacisnęły się wokół jej nadgarstka, na tyle gwałtownie, żeby nie miała okazji się wyrwać. W następnej sekundzie poczuła szarpnięcie, a potem Marco najzwyczajniej w świecie wciągnął ją w pustkę.”


~*~


„[…] Miała wrażenie, że wszystko trwało w całą wieczność, chociaż w rzeczywistości w grę musiały wchodzić co najwyżej minuty. Dziwne uczucie zniknęło równie nagle, co wcześniej się pojawiło, pozostawiając po sobie przede wszystkim dezorientację oraz słowa, których wyczekiwała, a które ostatecznie pojawiły się w jej umyśle. Na moment zamarła, po czym zachwiała się niebezpiecznie, w następnej sekundzie dosłownie wpadając ojcu w ramiona. Rufus objął ją, wyraźnie podenerwowany, być może próbując o coś pytać, ale również na tych słowach nie była w stanie się skoncentrować. Nie, skoro całą sobą skupiała się na trzech krótkich linijkach, które majaczyły gdzieś w jej pamięci, niezmiennie przyprawiając dziewczynę o dreszcze.
– Ja nie… – zaczęła, próbując ubrać w słowa to, co się z nią ziało, ale nie miała po temu okazji.
Z chwilą, w której spróbowała się odezwać, gdzieś na dole rozległ się głośny, niepokojący huk.”


~*~


„[…] – Jestem obok – stwierdził lakonicznie Shadow. – Pamiętaj, co mi obiecałaś, Angel – rzucił na odchodne, ostatecznie zostawiając ją samą.
Wypuściła powietrze ze świstem, mimowolnie spinając się w odpowiedzi na jego słowa. Jej spojrzenie momentalnie powędrowało ku przysłoniętemu oknu, więc podeszła bliżej, by móc raz jeszcze wyjrzeć na zewnątrz. Z biblioteki miała dobry widok na rosnący w pobliżu las, na pierwszy rzut oka spokojny i opustoszały, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że to tylko pozory – i że gdzieś w głębi faktycznie czaiło się coś, od czego wolała trzymać się z daleka. Nie miała pojęcia z czym tak naprawdę miała do czynienia, ale…
W pośpiechu wycofała się, sama niepewna, skąd brało się dziwne, nieprzyjemne uczucie bycia obserwowaną. Być może wszystko sprowadzało się do niepokojącego oświetlenia – czerwonego blasku wiecznego zmierzchu, o którym wspominał Shadow – ale to w gruncie rzeczy nie było istotne.
Biorąc pod uwagę to, jak czuła się za każdym razem, kiedy wyglądała na zewnątrz, dostosowanie się do obietnic złożonych opiekunowi, miało okazać się wyjątkowo proste.”

~*~


„Obudź się – przetoczyło się przez umysł kobiety i nagle otworzyło oczy, robiąc jednocześnie głęboki wdech. Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nie widziała nikogo. Nie miała większych powodów do niepokoju niż zwykle, lecz jej serce nie chciało się uspokoić. Biło zbyt mocno, zbyt szybko, zbyt rozpaczliwe, sprawiając, że strach rozprzestrzeniał się po całym jej organizmie. Szarpnęła się, ale nic to nie dało. Cały czas podawano jej środki uspokajające poprzez kroplówkę, przez co nie miała wiele więcej sił niż dziecko.

Jęknęła, gdy wraz z jej przebudzeniem, obudził się głód. Palił wnętrzności, zabierał oddech, wzmagał gniew. Starała się odegnać potrzebę krwi, uspokoić serce, ale stało się to zbyt trudne. Może wcześniej udawało się jej zapanować nad pragnieniem, ale wydawało się, że te czasy minęły i to bezpowrotnie.”