sobota, 3 czerwca 2017

Nowe posty


– Z Danielem Dufrage – mruknęła bez entuzjazmu.
– Z tym ciapowatym Krukonem? – Draco się skrzywił. – Jak żyję nie spotkałem większego lizusa. „Profesorze Malfoy, może przyniosę ingrediencje ze schowka?”; „Profesorze Malfoy, pomóc panu to nieść?”; „Profesorze Malfoy, z radością posprzątam biurka po zajęciach!” – powiedział, naśladując prześmiewczo francuski akcent Daniela. – Czy naprawdę nie miała pani lepszych opcji?
– Niech pan nie przesadza – warknęła Rose. – Przecież zgodziłam się tylko iść z nim na bal, a nie zostać jego żoną.
– Mam nadzieję, bo biedny chłopak szybko by zwariował – stwierdził Draco. – Pani, panno Weasley, potrzebuje chłopca o ciętym języku i cierpliwości ze stali, żeby mógł stawić czoło tej nieustającej lawinie złośliwości. – Zamilkł na moment, po czym dodał, z jakiegoś powodu: – Myślałem, że wybierze się pani na bal z moim synem.
Rose była tak zaskoczona, że podskoczyła gwałtownie na fotelu, a następnie z niego spadła.
– Dlaczego? – sapnęła, gramoląc się z powrotem. – Co to za niedorzeczny pomysł, panie profesorze?! Czyżby znowu nawdychał się pan jakiegoś eliksiru?! – wykrzyknęła oskarżycielsko.
– Po pierwsze, już pani mówiłem, że ten ostatni raz nie zrobiłem tego celowo! – przypomniał jej, rumieniąc się lekko. – A po drugie, czy to nie pani zaledwie dwa tygodnie temu zrobiła wokół siebie zamieszanie, wykrzykując do Scorpiusa, że jest ładny na mojej lekcji?
– To był wypadek! – wykrzyknęła, czerwieniąc się jak piwonia i zrywając się z fotela. – A poza tym, nie muszę się panu z niczego tłumaczyć, zwłaszcza, jeśli ma pan zamiar wyciągać tak pochopne wnioski – warknęła.
– Och, świetnie, teraz pani sobie pokrzyczy głupoty i wpadnie w dziki szał – powiedział Draco, przewracając oczami. – Jaki ojciec, taka córka.
Rose prychnęła gniewnie i skierowała się do wyjścia.
– Proszę zabrać swój koc! Korytarze są zimne! – warknął za nią gniewnie Draco i przylewitował jej fioletowy kocyk, który zostawiła na fotelu.

~*~


„Weszłam do mieszkania z przerzuconą torbą przez ramię i szerokim uśmiechem na ustach. Dzień był słoneczny, zajęcia w szkole minęły zaskakująco szybko i miałam wyśmienity humor.
– Cześć mamuś! – krzyknęłam, zostawiając torbę z książkami w korytarzu i upinając włosy w bezkształtnego koka na czubku głowy, ruszyłam w stronę pokoju, który służył za miejsce spotkań wszelakich. – Może jak wróci Di, to pójdziemy na lody?!
Gdy tylko przekroczyłam próg, zamarłam.
– Mamuś? – wyszeptałam drżącym głosem. – Mamuś, co się dzieje?
Nic nie odpowiedziała. Stała pośrodku pokoju z nożem przyciśniętym do gardła, a po jej policzkach spływały łzy. W jej oczach widziałam ból, przerażenie i niemą prośbę o przebaczenie. Dłoń drżała jej nieznacznie, a ostrze wbijało się w skórę, pozostawiając krwawy ślad.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz