niedziela, 18 czerwca 2017

Nowe posty

Aktualizacja: 12:54 20-06-2017


– Rose – zaczęła z wahaniem – co tam wrzuciłaś? – spytała, z nutką paniki w głosie, gdy eliksir zaczął bulgotać.
– Hmm? – mruknęła Rose. – Och… nie mam pojęcia. – Uśmiechnęła się diabolicznie.
– Rose… – Mel spojrzała na nią groźnie.
– Co?
– Zrobiłaś to specjalnie.
– Co zrobiłam?
– Wrzuciłaś tę rzecz. – Wskazała na eliksir, który w tym momencie bulgotał już dość agresywnie.
Rose z ciekawością zerknęła na kociołek.
– Ależ skąd. Właściwie to nie mam bladego pojęcia co tam wrzuciłam.
– Rose. Co. Ty. Zrobiłaś? – warknęła Melody.
– MELODY! – wykrzyknęła nagle Rose, tak aby cała klasa słyszała. – NIE MOGĘ UWIERZYC, ŻE TO ZROBIŁAŚ! – kontynuowała, z odpowiednią nutą melodramatyzmu. Melody rozejrzała się niepewnie, zaskoczona nagłym wybuchem.
– Ale co… Przecież ja nie...
– Profesor Malfoy wyjaśnił przecież dokładnie, żeby nie dodawać pancerza chropianka zanim zamiesza się eliksir siedmiokrotnie! – Jej brwi były wysoko uniesione w teatralnym oburzeniu.

~*~


— Wystarczy! — Mężczyzna siedzący u szczytu stołu podskoczył z wrażenia. — Dosyć, bo padnę tu na zawał serca i osierocę swoją krnąbrną córkę.
— Ale to kulminacyjny moment — wymamrotał Nicholas. — Teraz wszystko miało się rozwiązać.
Król przesunął palcem po ramieniu, energicznie potrząsając głową.
— Młodzieńcze, pora na przerwę. Nigdy w życiu nie miałem takiej gęsiej skórki. Zapytałbym, skąd znasz tyle mrożących krew w żyłach historii, ale strach się bać.
Nick już otwierał usta, aby udzielić odpowiedzi, ale wtem jego uwagę zwrócił odgłos zbliżających się kroków. Mężczyźni odwrócili się w stronę wejścia, by ujrzeć nadchodzącą księżniczkę i Łowców.
— Och, są i inni goście! — Król szeroko rozłożył ramiona w powitalnym geście. — Zapraszamy!
Gideon zasiadł do stołu, z ciekawością przyglądając się świecom. Fay i Nomia podążyli za jego przykładem.
— Co tu się dzieje? — spytała dziewczyna.

~*~


„– Cześć. – Mężczyzna uśmiechnął się niepewnie i rozejrzał się po sklepie. – Dan jest z tobą?
– N...nie. Jestem sama... Yyy... to znaczy z siostrą. – W głosie Dalii zdecydowanie pobrzmiewało zdenerwowanie, czym wywołała u mnie zaciekawienie. Nie zdążyłam się jednak nad tym dłużej zastanowić, bo odsunęła się i wskazała na mnie ręką, po czym na niego. – Blanka, Jared.
– Hej. – Wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja jak oczarowana podałam mu swoją, za co obdarzył mnie uśmiechem, który rozmiękczał kolana.
– To jest brat Dana. – Usłyszałam obok siebie.
– Wiem – odparowałam, nim zdążyłam ugryźć się w język.
– Skąd?
– Są podobni. – Wzruszyłam ramionami, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.”

~*~


Hermiona przez pierwsze pół godziny uważnie obserwowała, co robią uczniowie. Jedni radzili sobie lepiej, drudzy gorzej. Z pewnością do tych pierwszych należeli Ślizgoni. Mieli do tego smykałkę. Hermiona postanowiła przejść się pomiędzy stanowiskami i pomóc trochę co niektórym. 
– Musicie to zmiażdżyć, chłopaki – powiedziała do Jamesa i Syriusza, którzy męczyli się z fasolą z korzenia waleriany. 
Łapa klepnął się w czoło, po czym Hermiona się uśmiechnęła – lekko ją to rozbawiło.
– No przecież, pani profesor. My wiedzieliśmy. – Syriusz zgniótł fasolę. 
– Nie wątpię. – Pokiwała głową Gryfonka. 
Hermiona przechadzała się dalej, następie znajdowało się stanowisko Remusa i Petera. Im szło w porządku. Pomimo że Lupin nie miał „odpowiedniej” receptury, szło mu dobrze. Widziała, że wszystkim zajmuje się Remus, a Peter tylko robi dobre wrażenie, lecz po prostu przeszła dalej. Kolejni byli jacyś Ślizgoni. Obejrzała się jeszcze za siebie, ponieważ usłyszała dźwięk bulgotania któregoś z eliksirów. To nie był dobry znak!
– Merlinie, nie… – Nie zdążyła dokończyć, bo po klasie rozniósł się huk. – Cholera. Kto postanowił zostawić kociołek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz